czwartek, 10 kwietnia 2014

Nowość: Volume Million Lashes So Couture

Kochane,
nadszedł czas na kolejnego posta - tym razem będzie o ładnych rzęskach.
Są takie rzeczy, które uwielbiam kupować np. sukienki w Mohito (zawsze rozmiar 36 i zawsze pasują ;),  kremy, maseczki - przeważnie jest to strzał w dziesiątkę. Ale są też rzeczy, których kupowanie kojarzy mi się z torturą porównywalną do oglądania 1.25142454112 odcinka "Mody na sukces" na kanapie u babci. Do rzeczy tych należą: spodnie, w których zawsze wyglądam grubo oraz maskary, które... No właśnie o co chodzi z tymi tuszami, że zakup ich doprowadza mnie do kryzysu.

- odbijają mi się na górnej powiecie /pewnie dlatego, ze mam mieszaną cerę i tłusta powieka je rozpuszcza/
- trzeba malować rzęsy przez jakie 15 min żeby cokolwiek było na nich widać - wolę trzy machnięcie i gwarantowany efekt!
- Efekt "Miś Panda" - obsypują się tworząc "efektowne" czarne plamy
- Efekt "Pająk Korsarz" pomalowane rzęsy wyglądają jak nóżki pająka /powykręcane i w wielkim nieładzie/

W związku z tymi problemami i potencjalnymi kłopotami, zakup maskary jest dla mnie bolesny. Także moment, w którym znajdę odpowiednią owocuję kilkudniowa euforią (hura hura hura!). A następnie zakupem kilku sztuk na zapas. Oczywiście jeśli są w promocji :p

Rzęsy podkreślam tuszem od mniej więcej 16 lat także dobre kilka już wypróbowałam. Mam kilka swoich ulubieńców i jeden z nich dziś będzie gwiazda tego wpisu.

Maskarę Volume Million Lashes So Couture dostałam do testowania od drogerii HEBE http://www.drogeriahebe.pl/
Dostałam zaproszenie z newslettera, kliknęłam po kupon i co? I oczywiście liczba maskar do wypróbowania we Wrocławiu skończyła się zanim zaczęła wiec wybrałam odbiór w Opolu.Tam mój najsprytniejszy przyjaciel M. podszywając się pode mnie - NIE PYTAJCIE JAK TO ZROBIŁ ;-) odebrał tusz dla mnie. I tak stałam się jego szczęśliwa posiadaczką.


Trzeba zacząć od tego, że jej starszy brat Volume Million Lashes był moim ulubieńcem przez kilka dobrych opakowań.

U producenta na stronie możemy przeczytać m.in: 
- szczoteczka Couture o wyjątkowo drobnych i miękkich włóknach zapewniając równomierne rozdzielenie i elegancki efekt.
- specjalna formuła, która pozwala pokryć rzęsy intensywnie czarną zasłoną.
- formuła „płynnego jedwabiu” – delikatnie pokrywa każdą rzęsę, by nadać objętość i intensywność barwy, podkreślając oczy jedwabistą czernią.
- dodatkową innowacją jest to, że maskara jest perfumowana. 

Co sądzę o niej ja? 

Szczoteczka: faktycznie na pierwszy rzut oka szczoteczka maskary So Couture jest zgrabniejsza, mniejsza przez co bardziej precyzyjna niż zwykłej Million Lashes. Będzie wprost idealna dla wszystkich dziewczyn o małych, bądź głęboko osadzonych oczach. Nie ma problemu z manewrowaniem nią na całej długości rzęs. Nie tak łatwo również zrobić sobie czarnego ciapka poza okiem ;) Dodatkowo ujście opakowania jest dość wąskie dzięki czemu na szczoteczce nie zbiera się zbyt dużo produktu.

Konsystencja: dość rzadka, pokrywająca rzęsy niezbyt grubą warstwą. Nie pozostawia grudek.

Zapach: bardzo delikatny i przyjemny. Przypomina mi masło kakaowe albo czekoladowy balsam do ciała.  Niestety substancje zapachowe są jednym z najczęstszych substancji uczulających i drażniących. Także jeśli któraś z Was ma wrażliwe oczy nie będę jej polecać tego tuszu.

Kolor: maskara ma bardzo intensywny i głęboki ocień czerni 

Efekt: rzęsy są rozdzielone, każda z nich jest dobrze pokryta tuszem ale nie posklejana.

Wytrzymałość: tutaj ogromy plus - trzyma się bez zarzutów od 8:30 do ... hm do zmycia czyli koło 22

Opakowanie: jak zwykle schludne, ładnie wykonane i bardzo glamour 

Efekt "Miś Panda" - nie odnotowano

Efekt "Pająk Korsarz" - nie odnotowano

Cena: w promocji ok. 48 pln, bez ok 60 pln 

Rzęsy moje, ponoć długie ale niezupełnie jest to zasługa tylko tuszu. Używam też odżywki FEG, o której na pewno napisze.

Miałyście okazję ją próbować albo którąś z tej rodziny? Jak się u Was sprawdzają?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz